17 lutego 2015

1oo. Fanfary!


Długo zastanawiałam się, co ma być w tej setnej notce (zajęło mi to tym razem mniej czasu niż dwa lata! :D) i nic ciekawego nie wymyśliłam. Co więcej, siedzę teraz jak ta ciotka i wciąż nie wiem -ale nieważne. Powciskam jakieś kity :D 

Zanim dodam update mojego dziennika, muszę się pochwalić, że skończyłam sesję, zanim dobrze się zaczęła i...i w sumie to wszystko (yey, Trolka, Ty jak zwykle masz się czym pochwalić). Chciałam ćwiczyć, ale brakuje mi samozaparcia, ale chyba dziś zacznę, bo jak nie dziś to kiedy? (jutro zawsze będzie kolejnym jutrem, czas i pora przestać odkładać wszystko na ostatnią chwilę). Plus, dziś na wizażu, wyhaczyłam wyzwanie 40. dni bez słodyczy i zamierzam się podjąć. Do tego zadania zamierzam przygotować sobie jakieś miejsce w notesie, który mam w torebce albo jakieś karteczki, żeby móc codziennie jedną wyrywać. Jak wyjdzie? Who knows! 

Lubię tu pisać, serio, chociaż robię to super rzadko i wcale się tak nie uzewnętrzniam, jak kiedyś. Czasami wolę napisać coś tu, niż powiedzieć/napisać dziewczynom, chłopakowi (?), mamie. Mój chaos w głowie zajmuje coraz więcej miejsca, co kończy się moim wiecznym narzekaniem na wszystko, a przecież nie tylko ja mam problemy, każdy je ma -różnego kalibru, ale ma. Ale ja widzę czasami tylko SIEBIE. Właściwie to powinno być dobre z jednej strony, bo powinnam widzieć tylko siebie, podejmując pewne decyzje, ale dla dobra ogółu swoich znajomych -powinnam być lepszą słuchaczką i przyjaciółką, która nie tylko wysłucha, ale i da dobrą radę. A moje dobre rady przychodzą tylko, jak leżę w łóżku i jestem taka odważna. Leżę, patrzę w sufit i wiem, że mogę podbić świat. A potem znowu wschodzi słońce i jestem zwykłym śmiertelnikiem. 

Ach, no i pajamasy, ściagam codziennie siebie i monstera, ale coś dalej kiepsko nam idzie (na tyle kiepsko, że ja zdążyłam już drugą nocię napisać tutaj! Congrats to me!) W każdym razie -chyba jednak coś się ruszyło, skoro już ją biczuję za tego pięknego blogaska naszego (może nim będziemy mogły się pochwalić na ścianie naszych fejsbuniów?). 

A teraz update dziennika. Nie często maziam czymkolwiek po nim, ale jest kilka zadań, które zrobiłam (i właśnie uświadomiłam sobie, że jednego zadania nie sfotografowałam; zadania z plamami, gdzie mam aż DWIE plamy, ale nieważne!) i zaraz wrzucę zdjęcia, nieudolne i pofiltrowane, ale są pewne opcje w fotoszopie, którym nie mogę się oprzeć. 

zasady dziennika, jedna z najważniejszych stron

'oderwij paski i rozerwij się', co prawda ich nie rozerwałam i nie do końca mi się podobają, ale nabazgrałam na nich sentencję, która sprawdza się tylko w czasie nocy, kiedy jestem odważna; bo wcale nie jestem na swojej drodze, wiecznie walczę z moim drugim ja - tchórzem. 

strona na czteroliterowe słowa; może nie wyszła idealnie, ale jest moja; 

licytacja zaczyna się od butelki liptona zielonego! 

pomimo posiadania wielu listów i kartek sprzed wieków tylko tyle znaczków chciało współpracować ;C muszę zacząć wysyłać listy, bo w dobie internetów -tej strony szybko nie zapełnię. 

mandarynko, bananie, dziękuję za współpracę.

ta strona w orginale jest czarna; moją inwencją twórczą było dodanie tutaj napisu czarnym mazakiem, że strona odziana jest w pelerynę niewidkę -Harry byłby dumny.


I to by było na tyle z update'a mojego dziennika #zniszcztendziennik. Jak ja chciałam użyć tego hashtaga!

Nie wygłupiając się dalej, do zobaczenia niebawem!

Peace&love,
Joy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz