1 stycznia 2015

o99. WOOOT & zniszcz ten dziennik

Ostatni post 27.12.2013?! Jakim cudem! Borze Liściasty! 

Obiecałam sobie, że chociaż tego bloga (sto innych blogów leży i kwiczy, pozdrawiam Nat! Moja jedyna czytelniczka od lat) będę prowadzić na bieżąco, chociaż ciekawego życia nigdy nie miałam -zawsze w rzyć i pod górę, noale może wnukom by się spodobało... -to jakoś ta obietnica nie wyszła. Ciekawe... Obiecywać poprawy nie będę, bo znowu wyjdzie jak wyjdzie. Jednak gdzieś w głębi mojej niedocenianej duszy jest iskierka nadziei, że znajdę czas i na bloga (po co komu studia, po co komu kanapki?!)! Ambitny plan, nie ma co! 

W każdym razie - znalazłam się tu dziś (w 2015 roku, ale czad!), bo wpadłam na pomysł udokumentowania mojej kreatywnej destrukcji. Stwierdziłam, że nie jestem taka odważna, żeby wstawiać swoje poczynania na kanał na jutjubie, więc dokumentacja będzie się odbywała za pomocą zdjęć. Postaram się wyciąć mój ryjek (aczkolwiek w oksach wyglądam jak człowiek! muszę jeszcze ten telebim schować... pomysły?), coby nie straszyć potencjalnych czytaczy. 

Zniszcz ten dziennik to książka Keri Smith, która w 200-300 stronach namawia czytających do robienia z jej książką DZIWNYCH rzeczy. Nie będę wymieniać jakich, bo wszystko będę pokazywać (w razie W wyjutubujcie to sobie; spoiler alert niektórzy biorą sobie zbyt dosłownie pewne rzeczy i naprawdę chcą zniszczyć ten dziennik, A NIE O TO CHODZI!), autorka nakłania jednak by używać wyobraźni, rzeczy, którymi w dzieciństwie nie mogliśmy się mazać, kredek do rysowania po każdej stronie (kto nie lubił kolorować na własny sposób stron harlekinów mamy?), czy samej Matki Natury, która również zada kilka ciosów dziennikowi, wszystko po to, by spojrzeć na świat inaczej, po to by zamienić destrukcje wokół siebie w kreację i zacząć żyć twórczo.

Dziś, po raz pierwszy, otworzyłam swój egzemplarz dziennika i dokładnie go przejrzałam. Północ wybiła, a łóżko nie woła tak jak zawsze (kto wstanie za mnie o szóstej?), więc czemu nie?
Po stronie tytułowej, mamy krótką przedmową, bo nie wszyscy wiedzą, o co się rozchodzi, po czym przechodzimy do przedstawienia nowego właściciela (poprzednim właścicielem był zbojkotowany Empik; pozdrawiam Nergala i właśnie zajęłam się lokowaniem produktu!). 

Tak właśnie wygląda moja strona. Nie wypełniłam pierwszego podpunktu, ponieważ żeby zdobyć białą kredkę, którą zamierzam wykorzystać, musiałabym obudzić brata (obudzony pięciolatek to kiepski pomysł o prawie drugiej w nocy). Oczywiście, wypełniając, musiałam popełnić błąd, bo się ręka omsknęła i jest trochę nie po kolei. I uwierzcie, ciężko to przeżyłam. Lubię mieć ład i skład w swoich pisadłach, z reguły wtedy się staram sto razy bardziej, a tu taki psikus. Gdyby to był zeszyt -wyrwałabym kartkę i napisała na drugiej, ale tak -muszę się z tym pogodzić. 

Zrobiłam również drugie zadanie, ale mi dobrze idzie!, które polegało na zgięciu grzbietu książki. W pewnej chwili przestraszyłam się, że kartki polecą, ale póki co trzymają się dobrze! Zdjęcia pokażę, ale jak zrobię troszkę wyraźniejsze, więc zapewne przy dziennym, jasnym świetle. Górne oświetlenie nie tak profesjonalne, jak się zdawało! 

Oby rok 2015 był dużo bardziej obiecującym od roku poprzedniego, jeśli chodzi o sprawy blogowe, bo tęsknię. A ciężko mi się zebrać w sobie. Mam problem z ekspresją na blogu, chciałabym pisać wszystko i nic. A u mnie to takie chaotyczne i nudne. Ugh. 

A Wam, jeśli się tu jacyś WAM znajdą, życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku. Dużo miłości, przyjaźni i kasy, bo się przydaje. Za coś to szczęście -i ofc mam na myśli żelki - trzeba sobie kupić! 

Peace&love,
Joy 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz