18 lipca 2013

o93. Cory Monteith didn't die, he took the midnight train going anywhere.

Kilka dni temu świat obiegła wiadomość o śmierci Cory'ego Monteith'a, aktora znanego przede wszystkim z roli Finna Hudsona w Glee. Zmarł nagle, z własnej winy, chociaż ciągle chciałabym wierzyć, że ktoś mu w tym pomógł, bo jak można zostawić tylu ludzi, którzy Cię kochają i wspierają...był młody, zdolny, miał kochającą rodzinę, przyjaciół, fanów, którzy oddaliby wszystko, by choć trochę z nim pożartować i przede wszystkim -narzeczoną, dzięki której zaczął wychodzić na prostą. 
Jako gleek poczułam się z tą wiadomością bardzo źle. Uwielbiałam Cory'ego, godzinami mogłam oglądać filmiki, które obsada nagrywała w czasie kręcenia serialu. 'Niedźwiedź', jak nazywała go Naya Rivera, zawsze miał milion pomysłów, skakał, ganiał za wszystkimi, uśmiechał się, a potem wszystko wrzucał do sieci, czym mogli się delektować oddani fani, ciesząc oko swoimi idolami. Mimo że czasami nie znosiłam Finna i mnie wkurzał (te jego wybory lub zachowania typowe dla Lucasa Scotta) to był jedną z ulubionych postaci, sama kilkukrotnie go tworzyłam na forach rpg, wcielając się nie tylko w serialową rolę. Jego buzia czasami służyła mi przy opowiadaniach. Ach, ukochany Aaron, walczący o względy swojej byłej dziewczyny...
Przeryczałam kilka ładnych godzin, a ze mną cały fandom, który świadomie można nazwać wielką rodziną, która nie tylko wspierała siebie, całą obsadę, ale i rodzinę aktora, a także L. Michele swoimi  wiadomościami i modlitwami #staystrongLea. Twitter wręcz oszalał, ściany płaczu, przemieszane z fragmentami serialu, przez cytaty Cory'ego (to Ci się dobry brachu udało, odszedłeś młodo) po oczekiwania wiadomości ze strony aktora, marząc o tym, by to był głupi żart. Nikt w to nie wierzył. No, bo, jak to tak? W końcu miał całe życie przed sobą... 
Zahaczając jeszcze o portal z ptaszkiem, Mark Salling złamał mi serce swoim 'no', które potem zostało zamienione na pożegnanie do 'brata', którym Cory niewątpliwie był dla serialowego Pucka.
Nie chcę się dalej rozpisywać, bo czuję, że znów zaleję się łzami i szybko nie skończę.  
Podobno w każdej sytuacji znajdzie się jakiś plus. Znalazł się, jeden, mały, niewielki. Wszystkie fandomy (bielibers, lovatics, directioners, mixers itd.) uszanowały żałobę gleeków i wspierały nas przez cały dzień jak tylko mogli, za co wielkie dzięki. 

11 V 1982 - 13 VII 2013


peace&love,
Joy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz